~~*Tradycyjnie o pogodzie na poczatek*~~
   Jak na jesien to piekne lato mamy. Oj cos sie pogodzie pokrecilo i slonce przygrzewa jak szalone a ja na zmiane
                                       odkrecam i zakrecam ten jeden grzejnik ktory na probe wlaczamy.
                                     Gdyby nie to, ze niewatpliwie swiadczy o  zawirowaniach klimatu....
Poki jednak mozemy, spedzamy cale dnie na zewnatrz i ciagle jest tam tez cos do zrobienia. zwlaszcza, ze przy tej pogodzie wszystko rosnie jak na drozdzach. Trawa ciagle do koszenia. Posadzilismy  sporo kwiatow. Ponad setke wallflowers ktore zaczna kwitnac wczesna wiosna. Sporo krzewow. Boje sie sadzic cebulki bo zapowiadaja ciepla zime i powychodza pewnie w styczniu albo i wczesniej jesli teraz posadzimy. A Ella i Lily juz sie nie moga doczekac i przygotowaly miejsce na zakupione w lecie `Pinokia` i `Czerwone Kapturki`, krokusy, hiacynty i narcyzy na ktore naciagnely mnie w sklepiku ogrodniczym.






          
                                ~**Jak se wychowasz tak masz**~
            Czyli kolejka do przymiarki podaegi. Merlin  nie mial zbytnio okazji do `podrozowania` w tym stylu.
Wczesniej reagowal placzem i sprawdzala sie co najwyzej chusta. Pozniej gorace lato i ja nie chcialam sie w to omotac....Ostatnio w koncu zrobilismy pare przymiarek, szczegolnie, ze dziecko bardzo chcialo mi towarzyszyc w pracach ogrodowych ale po pewnym czasie i probie niesienia pomocy, w koncu tracil cierpliwosc i kazal sie nosic.
Tu podaegi okazaly sie byc prawdziwym wybawieniem i w koncu sie przydaly. A ze Merliniak zachwycony to kazdy po kolei chcial sie do tych zachwytow przyczynic. ;) I zaczelo sie przymierzanie.... dopoki Merliniak nie stracil cierpliwosci, nie wysuplal sie i nie uciekl. ;)































                                ~**Detronizacja w Garlandii**~

Coraz czesciej moje krolestwo jest atakowane przez najezdzcow ktorzy wczesniej bywali goscmi.;) Doszlo do tego, ze ostatniej niedzieli wzieli i sie zjednoczyli pod wodza Mateusza Wielkiego, podbili calkowicie i zeslali na wygnanie. Po czym zlozyli w ofierze... kurcze pieczone na styl wloski przyprawione mocno ziolami i podane z pieczonymi pyrami w warzywach, wielce aromatycznymi. Na deser podali sernik na zimno wylacznie wlasnej roboty i smakujacy wysmienicie.







Detronizacja, jak sie okazalo, byla jedynie czasowa, ale musze liczyc sie z tym ze w  Krolestwie Garlandii juz nigdy nie bede sprawowac wladzy absolutnej nad czym jednak nie ubolewam az tak bardzo. ;)




                                     ~**Postrzyzyny**~
Przyszla pora by w koncu doprowadzic do porzadku czupryny zarosnietych braci. Zwlaszcza, ze zaniepokojony rodziciel bil na alarm i nawolywal do naznaczenia jasnych granic miedzy plcia x i y ;)
Jedna z tych granic przebiega mniej wiecej 1/2 cm od skory i nakreslona zostaje para ostrych nozyczek :)  
Zadanie okazalo sie latwiejsze niz sie spodziewalam, acz w ostatniej fazie naznaczania Y mlodszy odmowil wspolpracy i nie poszlo tak *prosto* Niemniej jednak cala procedura przyniosla zaskakujace efekty :)
                        Przed:                                                         Po:











































                                 ~**Dynie w rodzinie**~

    I nie tylko dynie. Jak zwykle o tej porze roku, mialy miejsce Halloweenowe przebieranki-straszanki.
Spontaniczne jak zwykle bo na potrzeby wewnetrzne jedynie. Przebieranek 2 dni bo pierwszego jeden rycerz sie obrazil i musiala byc poprawka nastepnego (juz z rycerzem od-gniewanym). Byly tez, jak co roku, konkursy, zabawy,
quiz wiedzy o  tradycjach Halloween i przeglad najbardziej pomyslowych strojow. ;)































                                   ~**Sesja**~

Swieta zblizaja sie wielkimi krokami, wkrotce pora na wysylanie kartek (nieskonczonych jeszcze:/) a ja jak zwykle nie mam co do nich zalaczyc. Rzecz jasna najlepiej w klimatach swiatecznych wiec najwyzszy czas by dziatwe pod sciana ustawic i  pstryknac pare zdjec....Latwiej powiedziec niz wykonac. Duzo latwiej ;) Gdy juz  jest ten moment, ze przyzwoita garderoba skompletowana, wlosy umyte i uczesane, nikt wlasnie nie spi, nie je, nie bawi sie, nie czyta ksiazki........................i humory wszystkim w tym samym czasie  dopisuja... to zanim uda  usadzic towarzystwo na kanapie w godnych, reprezentacyjnych pozach,  zlapac juniora miedzy jednym ujeciem a drugim bez jednoczesnego lapania zblazowanych spojrzen i poz reszty, ich wzroku podazajacego za uciekinierem, rak probujacych go zatrzymac, nog wyciagnietych bo zdretwialy po kwadransie, ziewniec, przeciagania, drapania sie za uchem, rozgladania po scianach... a przy tym usmiech na obliczach wszystkich modeli jednoczesnie to juz marzenie scietej glowy.
Chyba, ze z jednoczesnym kierowaniem wzroku dalekoooo za obiektyw, mocno na prawo gdzie stoi rozsmieszajacy rodziciel-pomocnik... Chwala za programy do obrobki zdjec dzieki ktorym mozna prawie wszystko poprzeklejac, podretuszowac,  wyciac, zaslonic... ;)
I po tych poprawkach, z ponad 100 zdjec, 1-2 nadaja sie do druku.;) W miare oczywiscie bo daleko im do idealu,
na ktorym wszyscy by siedzieli pod linijke i usmiechali sie czarownie. ;).



















































                              ~** O przygotowaniach slow kilka**~

Robota nad kartkami w toku. Obiecalam sobie, ze skoncze przed grudniem. Jest niezle ale pewnie przyjdzie dorabiac na szybko.  Pierniczki zarobione, czekaja w 2 michach w zamrazarce.  Wypiek planowany na polowe grudnia mniej wiecej. Porwalam sie nawet na wyrob puddingu i wyszly w sumie 4 pudelka po chalwie (wybor celowy bo nadadza sie do gotowania puddingu - mam nadzieje, ze wystarczy wlozyc do garnka z woda i pogotowac te 3 h. 
Eksperymentalnie tez  upieklismy wlasne mince pies. To co trzeba im przyznac to, ze kruche ciasto na nie, z dodatkiem mielonych migdalow jest...cudownie kruche. Wyszlo tak dobrze, ze zarobilismy nastepna, podwojna porcje  z ktorej wyszly i mince pies do zabrania na kolacje do Babci i ciasteczka-gwiazdki.















Nadaja sie tez swietnie do mrozenia wiec po uformowaniu ich we wglebieniach na muffinki, wypelnieniu mince meat i zamrozeniu, przelozylam do plastikowych pojemnikow i odlozylam do zamrazarki- po wyjeciu wystarczy je upiec i podawac na cieplo. Np polane smietana czy custard. TU TLUMACZENIE PRZEPISU
Wyrob prezentow tez rozpoczety. W tym roku kroluja kulinaria (tradycyjnie kosz z prowiantem) i decoupage (pudelka na chusteczki)




















Dzieci sie przyczynily do wyrobu produkcja aniolkow i figurek/przywieszek z glinki, masy solnej i krzyzykow na plastiku :)




















                             


           Z produkcja mam nadzieje wyrobic sie przed 17tym bo wtedy jedziemy na babcina
                   niespodzianke i bedzie okazja do spotkania i `wymiany prezentow` ;)





A w miedzyczasie eksperymentuje z pasztetem (pierwszym chyba w moim zywocie wlasnorecznym), lukrem tzw. krolewskim (ktory zmuszona bylam zrobic wlasnym sumptem bo gotowca nie dowiezli i w sklepie lokalnym tez w proszku nie maja) i robie kolejne podejscie do fudge (krowek) ktore rok temu wyszlo bosko a w tym roku...zobaczymy.













          Zostaly nam jeszcze  do zrobienia etykietki do prezentow i pewnie jakies drobiazgi.
                 Choinka ubrana juz od 1go grudnia bo rjebjata nie mogla sie doczekac! 
       Teraz Merlin piszczy z zachwytu i kopie bombki bo przeciez `pilki` to nieustajaco jego pasja.
           Indor zamowiony, miesiwo tez, reszta zakupow dowieziona. chyba sie wyrobimy ;)


      
      Przygotowan ciag dalszy czyli dostalam na urodziny pistolet do kleju i szaleje, oj szaleje. :)
                         Taki sobie stroik wlasnego wyrobu wyklejony w 5 minut.






















                                  ~**Wsiasc do pociagu...**~
Wreszcie nadszedl ten dzien gdy obiecankom stalo sie za dosc. Wszyscy na szczescie w pore wyzdrowieli (a raczej wytrwali w zdrowiu), zadne nie smarka i rodziny nie zarazi, wszyscy gotowi (noca spac nie mogli pytajac czy to juz i jak dlugo jeszcze i zgadujac coz za niespodzianka ) wiec nic nie stoi na przeszkodzie by wyruszyc w droge.

  Wyruszylismy wczesniej niz trzeba by miec jeszcze  chwile na zostawienie prezentow  u Babci pod choinka.
Pozniej na dworzec...i niespodzianka wyszla na jaw! Ze to przejazdzka kolejka parowa bedzie. Kolejke towarzystwo juz zna bo 2 razy przy innych okazjach jechali, ale tym razem to bedzie pociag sw Mikolaja a na dworcu dodatkowe atrakcje czyli ...prawdziwe renifery do wgladu(!!!) i karuzela od ktorej Merlin nie mogl oczu oderwac.
Gloria-milosniczka zwierzyny, z kolei nie dala sie tak latwo wyciagnac z jaskini reniferow i z upojeniem wdychala zapach reniferowy(znaczy reniferowego lajna m in ;) )
Poczekalismy na Babcie i reszte rodziny (Mark i Lesley z Fredziem) , zrobilismy pamiatkowe zdjecie ;) i wsiedlismy do pociagu.  Byl Mikolaj ( dosc obskurny ;), w zmechaconym, przyciasnym wdzianku, ale byl!! ) Dzieci zaniemowily na poczatku. Pozniej, gdy poszedl, stwierdzily, ze on nieprawdziwy.:) Byly elfy do pomocy. Tez pozostawiajace wiele do zyczenia, a dzieciarnia zwrocila uwage, ze zagladaja im przez ramie zeby zobaczyc kto jaki prezent dostal wiec najwyrazniej nie maczaly palcow w przygotowaniu tych prezentow (bo inaczej by wiedzialy co kto dostanie ;) )
Byly tez prezenty od Mikolaja. I byly smakolyki czyli lemoniada i mince pies dla wszystkich.

                 Po przejazdzce w te i spowrotem, Babcia zabrala jeszcze cale towarzystwo na karuzele
               I po tych atrakcjach wrocilismy  do domu - tzn do babcinego domu, na kolacje swiateczna.  
       Zawstydzony poczatkowo Merliniak, rozkrecil sie przy zabawkach spiacego kuzyna Freda ( za to pozniej
                    obaj udawali, ze sie nie widza. ;) )i studiowaniu babcinej choinki. Zwlaszcza bombek. ;)



                                                  















Jesiennie
A taki sobie chalupniczo
wyprodukowany pasztet
Chatka z piernika i ciasto-choinka pokryte rzeczonym lukrem
   /www.dejaelaine.com~Java script ~ Dynamic Drive ~ Lissa`a HTML tips ~ Magnolia Station ~ Country Luv ~
                                                                 Graphic Garden /

One Man`s Dream by Enio Morricone

Copyright © 2006-2007
    The Sawl Tribe
       U Mamy