Letnie Sprawy


                    ~*2006*~

      Po wielu wahaniach pogoda w koncu sie przemienila z iscie jesiennej na upalnie letnia.
Zar lal sie z nieba, na szczescie tylko przez kilka dni w gornych granicach 20stu i dolnych 30stu st. C.
             Na szczescie, bo ja z tych umierajacych przy temp powyzej 25st maksymalnie.
    A i reszta rodziny niezbyt dobrze znosi upaly, zwlaszcza, ze w tym roku nadal mamy zakaz
          uzywania weza a wiaderkiem... basenu jakos chyba bym sie nie podjela napelniac ;)
  Ratowalismy sie malym grajdolkiem i bitwami wodnymi i przetrwalismy jakos tym sposobem
            najgorszy zar z nieba, pocieszajac sie, ze to jednak nie Afryka! I nie Polska :)




                                                         ~*Canterbury tales*~
    Na poczatek foto-migawki z szybkiego spaceru po Canterbury albowiem `cudze chwalicie...`
Poniewaz to najblizsze nam miasteczko i mekka turystyczna ... wystarczy przejsc sie glowna ulica a czlek ma wrazenie, ze znalazl sie na wiezy babel ( ze znaczaca przewaga japonskiego i francuskiego ;)
                                ... pare zdjec z drogi z parkingu do centrum i spowrotem ;) Cdn...

                                            x-xxxx--xx---xxxxxxxxx---xx-xxxx-x

                  A to juz znacznie blizsza okolica czyli pola i laki za plotem i wybieg dla stadka.
   Tak, tak, uwielbiam maki! I gdyby nie moj rozsadny maz za kolkiem, bylabym sklonna ryzykowac  
  bezpieczenstwo rodziny dla paru malowniczych zdjec ;-P Niestety, nie zgodzil sie na krotki postoj
na poboczu w roznych niewskazanych miejscach (ze tez akurat w poblizu takich musza sie rozciagac
        pagorki bujnie porosniete kwieciem!). Musialam sie wiec zadowolic mala laczka sasiadow.
                                     A wlasciwie to chyba ugorem wielkosci kilkudziesieciu m2.


                                                      ~*Wycieczek ciag dalszy*~
                                           Pluckley-najbardziej nawiedzona wioska Anglii :)
Od dawna mialam ochote ja zobaczyc. ;) Nie zebym wierzyla, ze wszystkich 17 duchow (czy chocby nawet jeden z nich) przechadzaja sie tam srodkiem drogi przejazdowej i czekaja na nowoprzybylych...
Jednak... taka jakas chora fascynacja ;-P  Dziatwa, na wiesc o planowanym pikniku w nawiedzonym miejscu, z przejecia niemal zarwala noc. I bynajmniej nie ze strachu. ;) 
                                                              Coz, wioska, jak wioska. 
                                                                   Letnie popoludnie.
   Po tym jak ustal ruch matek pedzacych po odbior potomstwa z lokalnej szkoly, cisza i pustka wokol.
Dzieci, na widok powoli snujacego sie przed nami bardzo retro modelu VW przerobionego na dom na kolkach i po dach zaladowanego gratami, wpadly w euforie, ze to moze jednak kareta-zjawa w takim nowoczesniejszym wydaniu... ;). Kazdy mijany dom lustrowaly wnikliwie pod katem zjawisk nadprzyrodzonych i tajemnoczej atmosfery a przechodniow sledzily wzrokiem az do momentu znikniecia za zakretem czy horyzontem... w nadziei, ze wczesniej zniknie sam z siebie.
                                                                 Helas!  Nic podobnego! 
Ich oczekiwanie zostalo jednak chojnie wynagrodzone acz to juz poza granicami nawiedzonej wioski.
      Albowiem na piknik zatrzymalismy sie u stop ruin sredniowiecznego kosciola w Little Chart.
                                                     Jakiez pole do popisu dla wyobrazni!!!













Dodatkowa pozywke daly informacje, ze kosciol zostal zniszczony w czasie wojny przez doodlebug (latajace bomby) . Natomiast Archie ze wzgorza koscielnego `widzial` cala  sredniowieczna wioske ;)
o ktorej dachach do tej pory nie przestaje rozprawiac ;)

       A na mnie  ogromne wrazenie wywarlo Smarden- pieknie zachowana, "elzbietanska" wioska.
Troche przyciasna dla naszego busa wiec zbyt wiele nie zobaczylismy zwlaszcza, ze trafilismy akurat na school run ( dla niewtajemniczonych: w/w rozpedzone, niecierpliwe rodzicielki udajace sie w kierunku szkoly itp przybytkow w celu odebrania przychowku) ale postanowilismy wybrac sie tam jeszcze w bardziej odpowiednim momencie. Byc moze na jarmark elzbietanski.
   
                                                               xx-xxxx-xx

                        Zaliczylismy tez, po raz nie wiem juz ktory Wildwood Park pod Canterbury
                                                            i kolejna seria zdjec z tego wypadu














                                                               xx-xxxx-xx

                                                    I migawki z puszczania latawca w Hythe

                                                             xx-xxxx-xx

Oraz calkiem przyjemny spacer po Folkestone -plac zabaw jak zwykle, nasz ulubiony i Walmer o zmierzchu

                                                 

                                                             ~*Urodzinowo Liliowo*~

                   Letnio, ogrodowo bylo.  Okraszone smiechem, usciskami, tortem czekoladowym
                i innymi slodkosciami. mnostwem zyczen, upominkow, cieplych chwil i wspominkow ;)















                                                       ~*Przy ognisku jest wesolo*~
Matthew wpadl na pomysl by urzadzic rodzinne ognisko. Gdzie? No jak to gdzie?! Za domem, w ogrodzie.
Dziatwa sie przylozyla zbierajac drewienka i chrust wszelaki i tak oto powstal wielki ogien ktorego co niektorzy doswiadczyli w tej formie poraz pierwszy w zyciu :) Podobalo sie ogromnie! Na tyle, ze nastepnego wieczoru bylo kolejne ognisko i kolejny sukces. Wiekszy! Bo do spozycia byly rowniez kielbaski pieczone a nie australijski przysmak z wody z maka. Acz nadzianie na patyk i upieczenie chipolatas bez zgubienia ich co najmniej 10 razy w ogniu graniczylo z cudem!


















                                                              ~*Cuda i dziwy*~
Czyli ulubione zabawy sawlikow-przebieranki-zwariowanki. Tym razem domostwo zostalo przemienione w krolestwo bajkowych postaci z Akademii Pana Kleksa ;) Zgaduj zgadula who is who! ;)




















                                                          ~*Kino pod chmurka*~
  M dostal z pracy bilety wiec wybralismy sie rodzinnie, zwlaszcza, ze na Ice Age II na ktora dzieci od dawna czekaly. Dodatkowa atrakcja byl duzy ekran pod chmurka, ustawiony na wzgorzu zamkowym. Zdecydowanie mniejsza znalezienie parkingu i wspinanie sie na to wzgorze z wozkiem i ogonami. ;)
I palacze przed nami ktorzy `zmusili` nas do przesuniecia calego majdanu ( koce i maty) po omacku w inne miejsce. Interesujaca odmiana ale zgodnie  przyznalismy, ze wolimy chyba jednak kino domowe. ;)
Z abonamentem na DVD malo co nam umknie.

















                                                             ~*Osiagniecia rozne*~
                                                      
                                                                   4-latek 2kolkowy
Nadszedl dzien gdy nasze piate dziecko zdecydowalo sie pozegnac z dodatkowymi kolkami przy rowerze ktore to wszak sa *dla  maluchow* i ruszyc z kopyta na 2 kolkach, a wlasciwie kolach.
                                                     Nie obylo sie oczywiscie bez naszej pomocy.
A, tak naprawde, najbardziej pomocna okazala sie ksiazka z serii Dorling Kindersley z podpowiedziami jak pomoc dziecku pozegnac sie ze stabilizatorem. Poszlo jak z platka. Pierwszego dnia proby lapania rownowagi z odpychaniem sie bez pedalow i pozniej juz z pedalami. Nastepnego dziecko wsiadlo i po paru minutach jezdzil jak stary cyklista :) Swoja droga coz to znaczy fachowe podejscie do tematu! Ksiazka naprawde godna polecenia bo wskazowki niekonwencjonalne ale jakze skuteczne.
I ciekawostki takie jak:
dodatkowe kolka przynosza wiecej szkody niz pozytku
nauka z popychu jest podstawowym bledem poniewaz dziecko nie znajduje swojego srodka ciezkosci















                         Merlinowe pierwsze kroczki i inne wyczyny
Merliniatko zafascynowane dreptaniem, od paru dni dzielnie cwiczy i swietnie mu juz idzie :D  Jeszcze wraca czasem do raczkowania gdy oceni, ze mialby zbyl dlugi dystans do przejscia...wtedy schodzi do pozycji na czworakach, przegalopuje spory kawalek, nastepnie wstaje i idzie.













Cwiczy tez przenoszenie roznych przedmiotow bo odkryl, ze w tej pozycji moze to robic z wiekszym powodzeniem niz pedzac na czworakach
Dzis probowal nawet niesc pilke do rugby.

Merliniak przekrzykuje sie od wczoraj z Georgem ( Wlasciwie to Georgina byc moze ale nie wiemy jakiej ptaszysko jest plci wiec na wzor Enid Blyton ochrzczone zostalo elastycznym imieniem :wink: )
George wydaje pisk i chwile po nim Merlin wydaje prawie identyczny tylko o ton wyzszy  :wink:  I tak w nieskonczonosc :roll:
Poza tym George chyba nauczyl oseska mowic `Hello` :lol:

Mamy teraz faze fascynacji smietnikiem- uchylaniem i wrzucaniem tam czego popadnie.
Pare dni temu, kiedy katem oka zobaczylam ladujace w jego czelusciach moje obsypki do ciast, a nastepnie w trakcie inspekcji odkrylam jeszcze pare zabawek, ksiazeczke, niekapek z piciem, lyzke drewniana ktora sie bawil i pisaki do lukrowania ktorymi tez sie bawil...
No coz, zaczelam dumac nad tym, co w zeszly wtorek smieciarz zabral.
Na szczescie nic cennego nie brakuje ale moze to jest wyjasnieniem tajemniczego znikniecia...
No i muszki owocowe ktorych teraz plage mamy (chyba z kompostownika sie wprowadzily) i myslalam, ze juz ujazmiona... jakos sobie kosz ma smieci upodobaly, w ktorym teoretycznie nie powinno byc odpadkow organicznych.
W praktyce, po inspekcji zawartosci znalazlam dwa charakterystycznie ponadgryzane jablka, z trzecim przylapalam sprawce na goracym uczynku, gdy sobie palca przycial ciasno chodzaca klapa;-P

Sluch ma niesamowity.
Dzis Matt mnie zawolal zebym posluchala jak dziecko powtarza bezblednie 4 takty muzyki ktore uslyszal chwile wczesniej w radio.

                                     Akwar-Ella

  Dziecko postanowilo, ze namaluje cos dla babci na urodziny. No i namalowala. :)
To jedna z jej pierwszych prob z akrylami ( akwarele tak sobie polubila)
I chyba calkiem udana.:)


                                  Chlopiec z gitara       
                           
M zakupil gitare. Marzenie dziecinstwa. ;) Postanowil nawet, ze nauczy sie na niej grac.  I sie nauczyl! :)
W jeden wieczor! Opanowal podstawy na tyle, ze potrafil zagrac pare ulubionych kawalkow ze sluchu.
Jestem z niego dumna!! Zwlaszcza gdy dobiegly mnie z pokoju dzwieki Beatles`ow i bylam przekonana, ze to radio.;)
W dodatku przystapil do edukacji dzieci i Gloria opanowala podstawowe chwyty jeszcze tego wieczoru.
Ma chlopak talent! Zarowno muzyczny jak i pedagogiczny.:) I o co tyle szumu ze szkolami muzycznymi? ;)

                                              ~*I skrzydlate i laciate, pelzajace...*~

  Znowu doszly nam dwa stworzenia do menazerii. Wspomniany juz George czili papuga nimfa
I spelnione, wieloletnie marzenie meza-waz! :)  Na mrozone myszy w zamrazarce tez nie!!!!
Waz jest maly(narazie) i niesmialy. I niegrozny oczywiscie bo to
waz garter(zaskroniec??).  Na groznego bym sie nie zgodzila!!  ;-P
Jak na weza przystalo, malo wymagajacy. W zasadzie je cztery rybki,  spi tydzien, rosnie, zrzuca skore, dostaje rybki, spi tydzien.....
                                                    ~*Merlinowy roczek juz*~

Wczoraj swietowalismy roczek. Bylo przedstawienie przygotowane przez rodzenstwo. lalo wiec nie wybralismy sie na planowany piknik, ale mielismy kameralne przyjecie w domu.  Tylko ja zawalilam z tortem, ktory w koncu wyladowal w smieciach :roll:  i zabralam sie za pieczenie drugiego.
Tort w ogryginale mial byc lokomotywa (bo tak sobie rodzenstwo wymarzylo :twisted: ) Slowo cialem...  zrobilam nawet wczesniej..
Rolada na przod lokomotywy wyszla zadziwiajaco dobra (pierwszy raz przepis wyprobowalam- naprawde super i prosty!! )
Ucierane ciasto tez niezle nawet.
Niestety, w niedziele okazalo sie, ze przod lokomotywy zaczyna stopniowo opadac  :?
Postanowilam poprawic i... kleska
Pomyslalam, ze zostawie chociaz wnetrze (bo lukier i tak mialam wywalic, zwazywszy na ilosc chemii w nim :roll: ), ale okazalo sie, ze spowita w niebieski lukier rolada zafarbowala na niebiesko a ciasto tworzace podwozie- na czerwono :twisted: .....no wiec wywalilam te chemie i zrobilam lekki torcik czekoladowy i rolade z bita smietana i jagodami :P









                                                          ~*Merlinowe muzeum*~
Poniewaz historia merlinowego imienia siega pare lat wstecz i pewnej wycieczki rodzinnej to z okazjii roczku Merlina postanowilismy tam wrocic. Tym bardziej, ze Archie byl za maly by sie nacieszyc tym miejscem 3 lata temu a tematyka zdecydowanie dla niego fascynujaca.
To miejsce to muzeum Bitwy o Anglie a dokladnie poswiecone lotnictwu (odrestaurowane samoloty Spitfire i Hurricane)
A skoro Bitwa o Anglie to oczywiscie koneksje angielsko-polskie. :) Pierwsza wizyta byla wlasnie pod wplywem lektur na ten temat (Dywizjon
Muzeum znajduje sie w Manston przy lotnisku.
A co ma do tego Merlin? A to, ze samoloty Spitfire lataly napedzane silnikami Rolls Royce`a o nazwie Merlin wlasnie. M in w muzeum mozna podziwiac ten silnik, a tuz obok jest kawiarenka Merlin serwujaca wspanialosci domowego wyrobu. Scones i tea cakes najlepiej tam smakuja.
I poniewaz nasze dziecko przyszlo na swiat w roku rocznicowym kiedy to obchodzono b. uroczyscie 65lecie Bitwy o Anglie. I te kontakty polsko-brytyjskie :) i ze imie nam chodzilo po glowie a wlasciwie mnie nawiedzilo, to zostal Merlinem - malym motorkiem.:)
Od naszej ostatniej wizyty, muzeum sie rozroslo. Przybylo samolotow i innych rekwizytow. Dzieci pialy z zachwytu. Po emocjach muzealnych bylo jeszcze male co nieco w kawiarence Merlin. ;).
Na tarasie z widokiem na lotnisko.














                                                                 ~*Lato w sloju*~
W tym roku lepiej bylo z czasem i udalo mi sie  przygotowac wiecej przetworow `na zime`.
Zwlaszcza, ze M co chwile dostarczal mi materialu do produkcji. A to czeresnie od zaprzyjaznionego farmera, a to fasolka od innego j/w.  Maliny, loganberries ktore sa latwe w obrobce, truskawek odrobine, jablka na szarlotke, cukinia, dynia marynowana i do ciasta, leczo, chutney, mrozonki.
Niestety wyczerpal mi sie zapas sloikow w zw z tym postanowienie, ze przez cala zime bede kolekcjonowac w ramach przygotowania do sezonu owocowego 2007 :)
Hitem byl chyba choco-jam czyli truskawki z czekolada. I wielka pomoca Olive.:)












                           
                      
                                                       ~*Wycieczki rozne*~
We wrzesniu zaliczylismy kolejna wyprawe do Wildwood gdzie tym razem trafilismy na pore karmienia i wszystkie stworzenia mozna bylo podziwiac z bardzo blizka w zw z tym.  Zwlaszcza bobry i sarny. Wilki tez byly tym razem mniej leniwe. Jeden nawet przekrzykiwal sie z syrena karetki czy strazy pozarnej slyszalna z daleka.

Pewnej niedzieli trafilismy tez na dzien otwarty w remizie strazy pozarnej i byla okazja poogladania z blizka wozu strazackiego i innych urzadzen.

I jeszcze... przypadkowa wycieczka do Folkestone na ulubiony plac zabaw:
































                                                           i na plaze w Walmar


































                                                                 ~*Prawie jesien*~
Pogoda popsula sie chyba na dobre. Powialo juz jesienna slota i lato chyba odeszlo do przeszlosci.
A jednak nie! Po jesiennym sierpniu nadszedl pogodny, goracy wrzesien. I nic nie wskazuje na to, ze kalendarzowa jesien tuz, tuz. Za to wyprawa w poszukiwaniu jesieni okazala sie byc bardzo owocna w znaleziska. Tuz tuz, po drugiej stronie drogi, wokol kortow i placu zabaw trafilismy na rozne skarby jesieni: kasztany, zoledzie, orzechy laskowe i wloskie, kolorowe liscie a w ogrodku owocuja nasze pierwsze winorgona i ostatnie tego roku sloneczniki.




























                                                        ~*Tu Szkocja, tu Szkocja!*~

Jak zwykle mniej wiecej o tej porze, goscilismy u nas krewnych z dalekiej Szkocji. Wujka Davida i ciocie Helen, ktorzy bija rekordy popularnosci wsrod wszystkich maluczkich w rodzinie.
Nawet Merlin poszedl chetnie nieznanej dotad Cioci (raczej jej nie pamieta sprzed roku gdy mial zaledwie 2 tyg) i przytulil sie do niej. Pozniej tylko mu sie znudzilo, i, nie wiedzac jak sie zmyc, zaczal cichutko
pochlipywac jej na ramieniu ;)

















                                                            
                                                      ~*Urodziny Oliwkowe*~
Szoste w tym roku obchody odbyly sie posrod rozowosci i slodkosci.;) Rodzenstwo stanelo na wysokosci zadania i przygotowalo dla jubilatki liczne niespodzianki a tort byl w formie skrzyni ze skarbami ku uciesze Jej Ksiazecej Mosci.:) Po uroczystej konsumpcji i obejrzeniu laurek i prezentow, nastapila czesc nieformalna czyli przebieranki-zwariowanki.;)
















                                                                       ~*Kulinaria*~
                                                     Czyli slodkie i wytrawne smaki tego lata.
                                                 Kilka nowych odkryc w naszej kuchni i menu.

Kapusta po bulgarsku-odkrycie tego lata. Mozna jesc i jesc. szkoda, ze moj woreczek tego nie lubi:/
                                                               Przepis do wziecia na maluchach
Schab a la aluc- zrodlo jak wyzej czyli tu ;)
ziemniaki zapiekane z feta i oliwkami- kolejny hit `maluchowy`
cukinia w zalewie- a skad? Wiadomo!
kurcze po wlosku- w/g " Italian Country Cooking" Anne Willan
sole po wlosku- marynowane w occie winnym- Przepis z ksiazki " Italian Country Cooking" Anne Willan-
                                            dodany, jak zwykle, na maluchy ;)
Chocodzem- przepis z maluchowego mniammniam
tort-skrzynia ze skarbami- przepis z ksiazki Sainsury`s- dodany na `maluchy`
piknikowe co nieco- inspiracja Mary Berry -zmodyfikowany przepis dodany tu
rolada moja pierwsza- i druga ;)-przepis na biszkopt dodany tutaj
ciasto takie zwykle ale z kremem/polewa fudge- przepis dodany do watku tortowego
ciasto i bulki z dynia - przepis bardzo, bardzo na oko, odtworzony ze wspomnien
                                     (ciocia takie piekla dawno, dawno temu :) )- tutaj w watku dyniowym

                                                       I kilka starych, dobrych i polecanych

Chleb z twarozkiem i pomidorami koktailowymi ;) (chleb wlasnym twarozek wlasny, pomidory wlasne.:)
                                                                          A, ziola tez wlasne i donice w tle wlasnorecznie                                                                                                   decoupage`owane (ale nie lepione ;) )

sushi, sushi, sushi- od Japonek i z pamieci
szarlotko-plesniak zmodyfikowany








       
Copyright © 2006-2007
    The Sawl Tribe
        U Mamy