~* Lato, lato *~
Takie prawdziwe z iscie hiszpanska pogoda zawitalo u nas mniej wiecej okolo konca czerwca czyli jak na lato przystalo :)
I zbieglo sie niemal z poczatkiem urlopu Matthew.
Cale dwa tygodnie od poczatku do konca razem!!
Co prawda mamy w planie kilka prac porzadkowych ale jak ja lubie takie wspolne `bycie po prostu`!!
I ta pogoda jeszcze
Choc fakt, dla mnie akurat zbytnie upaly nie sa czyms pozadanym a i dzieci zaczynaja miec dosc w okolicy poludnia.
Jak tak dalej pojdzie, koncowke tej ciazy spedze w wannie lazienkowej
23 czerwca 2005 ~
Podobno wieczorem jest szansa na mala burze ale mozliwe, ze skonczy sie na kilku grzmotach.
Poki co, ratujemy sie basenem pompowanym w ktorym woda nie zdazyla sie jeszcze nagrzac wiec dziala super orzezwiajaco
Matt demonstruje skoki szczupakiem do wody ku ogromnej uciesze dziatwy.
Same tez probuja `nurkowac` i cwicza plywanie ale wczoraj ta zimna woda (bo swiezo noca nalana) troche
je zniechecala wiec korzystali z innych form relaksu
Albo siedziali w mniejszym baseniku ktory stoi w sloncu wiec woda w nim zdazyla juz sie nagrzac
Archie z Ollie podstawili krzeslo i skakali z niego do wody przyprawiajac przewrazliwiona matke o dreszcz przerazenia.
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
Dzis czeka nas wizyta u dentysty w C-bury ( kontrolnie-dziewczynki)- mam nadzieje, ze po drodze sie nie usmazymy.
Nieusmazeni ale malo brakowalo. Kilka metrow z parkingu do przychodni po rozgrzanym betonowym chodniku wywolalo
ciezkie westchnienia i jeki. Juz zapomnialam jak wyglada lato w murach miasta. Uff
Na szczescie kontrola dentystyczna zaliczona na 6 z plusem :) Uzebienie w stanie idealnym.
Gloria ma tylko wrocic na lakierowanie zabezpieczajace trzonowce-czas najwyzszy bo posiada juz pelen garnitur
Ale zero problemow i powod do dumy.
~*Truskawkowe pole*~
Sezon truskawkowy w pelni!!
W tym roku troche spozniony ale w koncu sie doczekalismy
Jedziemy na nasza znajoma farme PYO. Ulubione miejsce o tej porze roku.
Uzbieralismy 3 michy i troche malin `na deser`. Sa truskawki na swiezo, dzem truskawkowy,
babeczki z truskawkami i kruche ciasto truskawkowe
Po 3 dniach sladu po truskawkach wiec pora zrobic nowe zapasy.
Znowu truskawki ze smietana, truskawki z lodami, jogurt truskawkowy, i na zapas w ilosciach hurtowych babeczki
truskawkowe, tarta truskawkowa, strawberry crumble, strawberry pie-zapas deserow na tydzien co najmniej.
Niestety sezon truskawkowy nieublaganie ma sie ku koncowi ale na pocieszenie zaczynaja dojrzewac czeresnie!!!
Dojrzewaja tez juz porzeczki, agrest i czeresnie, ale jeszcze ciut malo ich wiec truskawki bis. I maliny.
A tuz po nich maliny, loganberry, czerwona i czarna porzeczka i agrest
Korzystamy z tych darow lata ile tylko sie da, jezdzac srednio przynajmniej raz w tygodniu na Fenderland Farm.
W maszynie do chleba wlasnie dochodzi drzem z loganberry.
wykielkowaly i zostaly ocalone przed inwazja slimakow (tu uklon w strone pewnej Eli za pomysl z obsianiem pietruszka :) )
ale i wydaly obfity plon dzieki czemu mamy przepyszne malosolne!!!
Rowniez pomidory spisaly sie na medal i codziennie zbieramy po kilka salatkowych, koktailowych i innych dojrzewajacych
partiami w koszach, donicach i na grzadce. Z bolem serca dokonalam drugiego podcinania (tym razem wierzcholka)- takie
piekne kwiaty juz wyrosly. Ale to dla dobra plonu na nizszych galazkach. Szczegolnie krzewy tych koktailowych zamienily
sie juz w gaszcz nieprzemierzony. Nawoz z wodorostow i plyn ekologiczny najwyrazniej sie sprawdzily w naszej `uprawie`
Szparagi narazie wystepuja w formie ozdobnej bo dopiero zostalismy oswieceni przez znajomego farmera,
ze nalezy je podciac. Coz, sprobujemy w przyszlym roku juz madrzejsi o to doswiadczenie ;)
Ziola rosna jak na drozdzach. Szczegolnie pietruszka chroniaca ogorki ;)
To `dzialka` Glorii ktora pieczolowicie usuwa wszelkie chwasty i pamieta o podlewaniu.
Jej pierwszy mini-ogrodek.
Ella i Lily opiekuja sie dynia i cukiniami ktore niestety ciut gina w pokrzywach i trzeba bedzie przyjsc im z odsiecza.
Rowniez pierwsza dynia zostala pozarta przez jakies stworzenie, ale za to kolejne radza sobie dobrze.
Olive i Archie z duma spogladaja na swoje sloneczniki (wysiane z supermarketowych nasion- moje przypadkowe odkrycie ;) )
Kilka juz zakwitlo i nawet dojrzalo. Prezentuja sie pieknie i przyciagaja pszczoly.
Z naszych mini-plonow skonczyly sie salata i szpinak, ktorymi zajadalismy sie niemal codziennie - chrupiace, soczyste listki.
Roze posadzone zeszlej jesieni natomiast kwitna i sypia sie nowe paki. W koszach panosza sie petunie, nasturcje
i geranium oraz drobniutkie cos takie co sie w zeszlym roku samoczynnie rozsialo. Peonie i groszek w donicach.
A na dziko rosnace wyjatkowo okazale osty przyciagaja wszelkiego rodzaju fruwajace stworzenia - Ollie ulubione .
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~* Domek dla krasnoludkow *~
~ Czyli poczynania tatka-majsterkowicza ~
Mial byc w zasadzie domek na drzewie ale z braku solidnego drzewa w ogrodzie stanelo na domku naziemnym czyli
Wendy house troche w stylu szaletu szwajcarskiego. Z duzym zaangazowaniem dzieci, szczegolnie Archieno-majster klepki
wzniesiona zostala budowla iscie bajkowa - nowa siedziba rodzenstwa `S`
Brakuje jeszcze okiennic, zaslonek, werandy i wymarzonych przez tatusia ;) skrzynek na kwiaty, ale stoi solidnie, umeblowana
i gotowa na przyjecie lokatorow
~* No i wyprowadzili sie *~
Dzis rano po sniadaniu. Cala piatka. I kot. Zabrali kuchnie, plastikowe sprzety kuchenne, plastikowa zywnosc.
Stol i krzesla po jednym na glowe. Konia na biegunach i skrzynie na skarby. Na wieszakach powiesili swoje kurtki a przed drzwiami kalosze i kosz na parasole, skrzynie z narzedziami. Archie stoczyl walke, ze musi sie zmiescic!!! Ta skrzynia.
Sciere, miotelke do odkurzania, szufelke i zmiotke. Wlasnie sobie gospodarza w swoim obejsciu.
Olive gotuje (The dinner is nearly ready Dears!!!). Gloria wyprowadza kota na smyczy. Archie grzebie przy drzwiach
swoim srubokretem robiac przy tym bardzo powazna mine, Ella i Lily sprzataja.
Ogladam to wszystko przez okno i tak mi jakos...nostalgicznie?
Dobrze, ze mam jeszcze to wewnetrzne dziecko, ktore narazie sie nie wyprowadza ;)
Od momentu zasiedlenia domku odbyla sie juz w nim pierwsza, huczna impreza - urodziny Lily
************************************************
Rowniez obok domku stanela drewniana piaskownica pieknie zgrywajaca sie z architektura otoczenia ;)
Matthew mial w planach budowanie jej od podstaw, ale przy okazji wizyty w B&Q trafilismy na wyprzedaz: sosnowe cudo za
1/4 pierwotnej ceny. Ze skrytka na foremki, kopary, lopatki i cala reszte dobytku. I wygodna laweczka dla zmeczonych
budowlancow. Pozostalo tylko wypelnic calosc piaskiem i zabawa na calego.
Eh, sama bym sie w tej piaskownicy pobawila.
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~* Podwieczorek z ciocia Lesley *~
W koncu zawitala dlugo wyczekiwana, ukochana ciocia Les.
Dzieciarnia oczywiscie z wielkim przejeciem zabawiala ja rozmowa przekrzykujac sie nawzajem, ale nikt nie zdolal
przekrzyczec Archieno ;) Ulubiona ciocia zwiedzila oczywiscie domek w ogrodzie gdzie zostala podjeta podwieczorkiem,
spotkala inwentarz, zapoznala sie z tworczoscia malarska kazdego z piatki`wybitnych artystow`,
obejrzala przedstawienie kukielkowe wystawione spontanicznie na jej czesc i uslyszala po 3kroc wersje instrumentalna
Twinkle, twinkle little star odegrana przez najstarsza trojke na organach. Nastepnie uczestniczyla w pokazie baniek
mydlanych (tu sama sobie winna bo maszyne do produkcji baniek przytargala jako jeden z prezentow). Na sam koniec
w atmosferze dalekiej od spokoju ale zdecydowanie entuzjastycznej spozyla podwieczorek skladajacy sie z nabytych na
szybko (bo wizyta pol-spontaniczna byla) ale wybornych scons`ow produkcji farm shop,
z serkiem mascarpone i malinami, swiezo zerwanych czeresni i truskawek, kanapek z pieczenia , zielonej salaty i pomidorow
i juz musiala zbierac sie od odjazdu deklarujac z wlasnej i nieprzymuszonej woli opieke nad rozhulana dziatwa podczas
naszej wizyty porodowej w szpitalu w czasie nieokreslonym.
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~** Rendez-vous z polozna **~
Dzis nastepne. Ulozenie dzieciecia idealne. Stalam sie egzemplarzem pokazowym dla obecnej przy badaniu studentki
Tak jak sama czulam, Brzuchaczkowe lezy sobie glowka w dol (przyzwoicie juz wstawiona), w pozycji tzw anterior czyli
buzka zwrocona do kregoslupa, kregoslupem i pupa wystajacymi z lewej strony mojego brzuszyska i konczynami
uzywajacymi sobie po prawo czyli na mojej watrobie i ponizej
Ulozenie wymarzone do porodu-miejmy nadzieje, ze tak juz pozostanie
Wierze, ze moje ogrodkowo-porzadkowe wybryki jakos sie o tego przyczynily bo taka pozycja dziecka
No wiec zamierzam aktywnosc kontynuowac poki sil stanie ;) Juz rozumiem skad te historie z myciem podlogi.
Na kolana drogie panie, na kolana!! ;)
Mopowanie to juz nie to samo
~** Podgladania czesc trzecia **~
Ilez ja sie w tej ciazy do szpitala nabiegam. Dzis kolejne usg. Przynajmniej dzieci zachwycone bo w oczekiwaniu na
malenstwo moga sobie choc na ekranie poogladac co tam w srodku porabia. Dzis byla ze mna Gloria z Ella.
Obydwie bardzo przejete i sluchajace uwaznie komentarza bardzo milej pani od usg relacjonujacej im dokladnie to co
na ekranie. Przyznam, ze tez z ciekawoscia sluchalam tych wywodow przelozonych na prosty jezyk dziecka.
I, co najwazniejsze, wyglada na to, ze malenstwo wagowo nie wykracza ponad norme a wlasciwie jest nawet 1 dzien do tylu
w stosunku do terminu. Oczywiscie obiecanki-cacanki i wynik 2,5 kg + -25% to rownie wielka niewiadoma jak dla mnie,
ale zawsze...zwazywszy, ze wszystkie parametry wskazuja raczej na wage srednia niz ciezka.....czuje sie nieco pocieszona.
A i tak polegac bede bardziej na wyczuciu w rekach poloznej niz na wyliczeniach maszyny z granica bledu 25% w obie strony ;). Ale zastanawia mnie czemu wyznaczono mi to usg szacujace na 36ty tydzien skoro zwykle sie je wykonuje w
okolicy 36-38go raczej. No i coz. Mialam chyba racje. Bo czeka mnie jeszcze dodatkowe w 38mym tygodniu.
O zesz, niby od przybytku glowa nie boli ale mnie akurat pobolewa troche zwazywszy na moje ograniczone zaufanie co do
nieszkodliwosci tego badania. Coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze asystentka z ktora mialam do czynienia
podczas wizyty polowkowej reprezentowala najwyrazniej ojczyste podejscie medyczne (gdziekolwiek ta ojczyzna jest)-
czyli delikatnie mowiac lekko przewrazliwione. Efekt: niepotrzebny test glukozowy i zbedne przedwczesne usg. Ehh.
Szczesliwie tym razem spotkalam na wizycie moja konsultantke- kobiete jak najbardziej do rzeczy, ze spokojnym,
zdrowym podejsciem do tematu. Coz, ponoc nadgorliwosc gorsza od faszyzmu ;)
Oj, cos w tym jest!!
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~** Sniadanie do lozka **~
Pon., 4 lipca 2005
TA-DAM!!! dostalam sniadanie do lozka ;)
Czuje sie absolutnie dopieszczona
Wlasnorecznie przygotowane wspolnymi silami przez moje dzieci. Wlasnie sie zwlekalam w okolicy 6.30 slyszac ich
cwierkanie w roznych zakamarkach domostwa gdy do sypialni wkroczyla delegacja z taca i szerokimi, tajemniczymi
usmiechami ;) Na tacy byla miseczka platkow z mlekiem, tost z maslem i woda (jeszcze nie maja przyzwolenia na parzenie herbaty bo matka panikara ;) ) Musialam grzecznie wrocic do lozka i skonsumowac w nim sniadanie jak na breakfast in bed przystalo ;) Podczas zabawiajacej pogawedki dowiedzialam sie, ze tatus posrednio maczal w tym palce. Poniewaz dzis wracal
do pracy po 2 tygodniach urlopu zasugerowal dziatwie, zeby moze mi umilali jakos poranki.
No i padlo na sniadaniu w lozku ;-P. Oczywiscie zaraz po powrocie uslyszal od progu dumne na 5 glosow `przygotowalismy
dla mamusi sniadanie w lozku`. Poniewaz inicjatywa zakonczyla sie sukcesem (moja radosna reakcja znaczy) w sferze
planow jest obecnie sniadanie w lozku dla tatusia, nastepnie dla babci badz cioci Lesley, ktore w swoim czasie beda nianczyc
`wspaniala piatke` podczas naszej nieobecnosci.
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~** Urodzinowa Dziewczynka **~
Zawsze mnie to zdumiewa gdy przyjdzie co do czego i ta liczba lat wypisana na kartce jakos brzmi nieprawdopodobnie.
A Jednak!
6 lat juz minelo od tego dnia. Ah, kiedy to bylo. Dawno temu w Walii. I dwa tygodnie po terminie :) 2 tygodnie trwajace cale wieki dla nas. W dniu gdy Matthew po 3 latach nauki mial odbierac uroczyscie dyplom. A zamiast tego odbieral swoje trzecie dziecie. Malego koloska z bujna czupryna. A dzis ten kolosek jest filigranowa dziewczynka - naszym rodzinnym chochlikiem
z chochlikowatym usmiechem. Cicha woda :) Dusza towarzystwa. Cholubiona przez starsze i mlodsze rodzenstwo,
ktore z potrzeby serca obdarowalo ja dzis wlasnorecznie wyprodukowanymi kartkami i podarunkami urodzinowymi.
Ze specjalna dedykacja dla Ukochanej Lily Pad vel Tiger Lily.
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~** O jak milo **~
Czyli rozpieszczaniu nie ma konca:)
Dzis przy obiedzie Lily zapytala: `mamusiu co teraz robi Twoje baby` Na to Matthew, ze nie "twoje" tylko nasze, wspolne. ;)
Ooo ;) Po obiedzie odturlalam sie od stolu i zapadlam w fotel. Brzuch mi jakos wyjatkowo dzis ciazy.
Zamknelam oczy na chwile w celach relaksacyjnych jakoby
Nagle czuje, ze ktos mi masuje delikatnie jedna stope, ktos inny ramiona, jakies male, cieple lapki lewa reke
i cieniutki glosik pyta: uat sel aj duuu???
Lily zasiada przy organach, wlacza podklad i przygrywa do niego `Twinkle twinkle little star`
`Chcemy Ci troche pomoc mamus bo Ty dzwigasz nasze baby` ;)
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~* Wody plodowe i jeszcze inne **~
27.07
Dzis ostatnie usg czyli dlugo oczekiwana chwila prawdy. Hodujemy rekordowego olbrzymka czy moze niekoniecznie.
Patrze podejrzliwie na moje brzuszysko i wydaje mi sie... takie ogromne mi sie wydaje. Ale moze jak zwykle na tym etapie?
W co ja sie dzis wcisne na te wizyte? Juz mi chyba tylko dwa ciuchy zostaly z tych nadajacych sie na takowa okazje
(czyli podwinac gore do badania bez zbednych akrobacji i neglizu)
Jeden na dodatek w praniu. Drugi z tych cieplejszych ale na szczescie pogoda deszczowa.
Wizyta po poludniu wiec zdazylam od rana zrobic pare roznych rzeczy (mniej i bardziej koniecznych), zwlaszcza,
ze Matthew ma dzien wolny akurat. Koniecznoscia i potrzeba nr 1 okazala sie byc produkcja smalcu!! - w wersji nieco
wyszukanej. Przepis, ktory od tygodni odkladalam na bok z braku wszystkich skladnikow.
Nastepnie uszylam sobie kreacje porodowa ;) Takie workowate ale wygodne cos zapewniajace swobode ruchow.
W stylu zadzieram kiece jak przystalo na okazje
Nastepnie obiad-dosc malo wyszukany bo Matthew w tym czasie skrecal wczoraj zakupiona piaskownice a czas gonil wiec
nie porywalam sie na nic ambitnego:/ Zapiekanka ziemniaczana okraszona ww smalcem i salatka
Nastepnie pospiech (jak zwykle) i wyruszamy. Poniewaz cala ferajna na usg raczej niespecjalnie wiec Matt postanowil w tym
czasie zabrac dziatwe na lody. W miejsce dosc malo atrakcyjne bo do szpitalnej kafejki ale coz zrobic ;) Ja, w celu odciazenia go, zadeklarowalam zabranie jednego oseska ze soba.
Jako, ze Archie ostatnio tak intensywnie przezywa final oczekiwania na mlodsze rodzenstwo
pomyslalam, ze bedzie najbardziej zainteresowany.
Oj , gdybym wiedziala jak bardzo sie pomyle! ;)
Coz, najwyrazniej ogladanie `Baby` na ekranie stracilo juz swoj urok wobec dlugo oczekiwanej chwili osobistego spotkania.
W poczekalni nasze rozgadane dziecko nagle zmienilo sie w skrajnie niesmialego dzikuska,
zaslaniajacego lapkami oczy i zwijajacego sie w klebek na krzesle.
Poza, poza jak sie okazalo ;)
Przyczyna byly dwie siedzace naprzeciwko panie(nastolatki wlasciwie) wpatrujace sie uporczywie
w dziecie pomimo wypisanego jak wol na koszulce `What you are looking at?`- a moze wlasnie dlatego??? ;)
Jednak gdy tylko delikwentki zniknely za drzwiami gabinetu, nastapila cudowna metamorfoza
Nagle dziecko sie ozywilo niebywale (czyli stalo sie soba po prostu), rozgadalo, zaczelo zapuszczac zurawia
stajac m in na krzesle i zagladajac za wysoki blat, za ktorym pracowaly panie recepcjonistki i komentujac bez ogrodek
wszystko i wszystkich wokol:
- Sa dwie panie i obydwie maja czekoladowe wlosy.
- Siedza przy komputerach.
- A dlaczego ta pani poszla?
- Do lekarza?
- Ale lekarz jest w tym pokoju
- Aaaa, jest raz, dwa, trzy...czterech lekarzy.itd itd...
Az przyszla nasza kolej.
Wchodzimy. Ja na lezanke sie gramole, dziecie ulokowalo mi sie na krzesle u wezglowia. skad jakies dziwne dzwieki mnie dochodza ale z rzewnych usmiechow pani od usg wnioskuje, ze wszystko pod kontrola. Pani od usg zaczyna badanie.
Tu glowka, tam brzuszek... Patrz synku, Baby na ekranie.
Jakas woda cieknie czy mi sie wydaje? Pani od usg kontynuuje: `jeszcze sprawdzimy przeplywy`
Zamiast na ekran, probuje zerkac do tylu. Widze umywalne ale polmrok w pokoju...po chwili wyzbywam sie zludzen..
Dziecko u wezglowia najwyrazniej skierowalo swe zainteresowania w inna strone
-Synku nie odkrecaj kranu. Widzisz Baby?
-Tak, nie wolno marnowac wody -przypieczetowane kolejnym obrotem zmyslnego pokretla i tym razem strumieniem
zimnej wody.
-Prosze, nie...
Tu dzialam pod wplywem impulsu zeskakujac z lezanki tak szybko jak chyba nigdy w tej ciazy, a moze nawet nigdy w zyciu ;)
Porzadnie pokropiona i ratujaca przerazonego hydraulika-pasjonate od przemoczenia do suchej nitki.
Przemokl tylko troche, ale wystarczajaco by nie zblizac sie do umywalki.
Pani od usg w ramach wizyty wyciera podloge. Ja przepraszam, przeprasza winowajca, ktory zdazyl ochlonac juz nieco.
Pani od usg wzruszona przeprosinami winowajcy `Oj, NIC nie szkodzi. Podloga pieknie umyta`
Wracam na lezanke ale juz trzymajac szkodliwa latorosl kurczowo za habety tuz przy sobie.
Badanie trwa dalej.
-"Wymiary idealne na ten etap ciazy ale duzo wod plodowych. Sprawdzimy jeszcze raz te przeplywy."
Tu trzymam delikwenta wyjatkowo kurczowo.
I po badaniu. Wychodzimy pieknie dziekujac i przepraszajac.
Zegnanac pania od usg, ktora na kolanach jeszcze przeciera do sucha podloge.
Maly hydraulik z nastroszona na mokro czupryna i w obficie skropionym podkoszulku z napisem
"What you are looking at"
-A dlaczego ten pan tu lezy? Do widzenia panu.
-Dziekuje. Do widzenia wszystkim.
Staruszkowie machaja na pozegnanie.
-Alez byles grzeczny chlopczyku.
-Pogratulowac pani grzecznego synka
`Grzeczny synek` drepcze nie przerywajac serii pytan.
-A gdzie teraz idziemy? A dlaczego do lekarza? Przeciez juz bylismy u lekarza.
W glowie ukladam sobie plan. Najpierw wstapily do kafejki. Moze Matt jest tam jeszcze i uda mi sie podrzucic mu niesforna
latorosl albo przynajmniej podmienic na inna. Niestety juz zdazyli opuscic przytulna kafejke. Trudno. Mam stresujace
towarzystwo na kolejny etap wizyty. Jakos przezyje. Moze mi cisnienie nie skoczy za bardzo ;)
-Synku. bedziesz grzeczny, prawda? Pobawisz sie zabawkami...
Helas! Nie bylo nam dane nawet wejsc do poczekalni. Prosto na mierzenie cisnienia.
Siadam, podwijam rekaw...w tym czasie dziecie rozklada sie na kanapie, oglada kabelki monitora ktg, cisnieniomierza ...
i komentuje, komentuje, komentuje...
Bip! 142/89. Calkiem niezle jak na te warunki. Zwlaszcza, ze miewalam wyzsze.
Czemu ta kreci glowa. Mocz do sprawdzenia. No, dobrze, ze nie ma bialka chociaz.
Jestem uratowana ;-P
Zanim ciekawska latorosl rozkreca sie na maksa, wchodzimy do gabinetu.
Ciekawska latorosl oniesmielona nieco obecnoscia 2 osobnikow plci meskiej rozsiada sie obok tego przy biurku.
Osobnik przy drzwiach prowadzi wnikliwa obserwacje ciekawskiej latorosli i zabawia ja rozmowa.
Ciekawska latorosl nie daje sie jednak wciagnac w konwersacje. Zdecydowanie powraca do stylu komentatorskiego
-2 panow tu jest (tu pare I zegar (znaczy cisnieniomierz)
Ja probuje sie w tym czasie skupic na zrozumieniu pana ze szczegolnym akcentem, ktory z kolei probuje sie skupic na wynikach moich badan.
Usg w porzadku. Nie zapowiada sie raczej na kolejny rekord wagowy.
Dziecie w granicach 3.400 (+-25% oczywiscie ;) ) MOje brzucho ogromne to glownie te wody.
Przeplywy bez zarzutow. Lozysko tez.
-Mamusiu, ten pan na mnie patrzy
Cisnienie troche podwyzszone. Hmmm? Moja zwykla norma na ten etap ciazy.
I tak jak dla mnie niskie, zwazywszy na okolicznosci ;)
-Prosze sie oszczedzac i zwolnic tempa. Bedziemy trzymac reke na pulsie.
-Na szczescie w moczu nie ma bialka. Jakies bole glowy?
No wlasciwie...Jedyny mam teraz. Raczej szyi od krecenia nia tak zeby oczy miec ze wszystkich mozliwych stron.
- Synku, co robisz? (rozlozony na krzesle wklada glowemiedzy szczebelki oparcia)
- Eeeeeee...Chusteczka upadla!(postekiwania) Pan dal mi jedna. Zobacz!
- Ladna. Powiedziales `dziekuje`?
- `faaaaaaaaaaaaaaankjuuuuuuuu :DDD`
-Troche leukocytow w moczu. Musimy to sprawdzic
-Chce pani posluchac bicia serca dziecka?
- Co? O nie :) Dziekuje. Skacze wlasnie wiec oczywiste, ze bije ;)
No i pol godz temu usg mialam.
-haha, roznica miedzy `mama poraz pierwszy` i `mama poraz szosty`.
Uff, wychodziny. Jeszcze delikwent maly chce odwiedzic lazienke gdzie zdecydowanie upiera sie przy sikaniu po doroslemu
i w zwiazku z tym irytuje go troche wysokosc sedesu.;-P
Kolejna wizyta za 2 tyg, na dzien przed terminem. Zobaczymy wtedy co dalej.
Ale juz SAMA przychodze!!!! ;) No way Jose! Zadnego prysznica na lezance!
***XX**XXXX**XXXXX**XXXX**XX***
~* W oczekiwaniu na godzine zero **~
Cisza, cisza,cisza. Oczywiscie pomijajac moje codzienne szalenstwa i nieustajacy stan gotowosci. To mnie troche meczy.
I nocne skurcze i wycieczki do toalety w celu wypuszczenia kropelki. Przecietnie co 1.5h. 2h to juz rekord.
Wtedy posuwam w pol zwinieta i odliczam kazdy krok.
****************************
Dzieci systematycznie pytaja kiedy baby wyjdzie i odlicz