~* Big Brother w naszym domu *~
Czyli nasz dzien powszedni
Zapytal mnie ktos jak taki dzien wyglada przy naszej bandzie, home ed itd. Po ubraniu codziennosci w slowa pomyslalam, ze umieszcze opis tutaj tak ku pamieci i jako ciekawostke folklorystyczna ;)
Musze przyznac, ze nigdy wczesniej nie ustalalismy jakiegos scislego rozkladu dnia, ale, gdy sie tak zastanowic, to wlasciwie on sie sam nam wyklarowal
Owszem, mialam zrywy by to zrobic, ale ogolnie trzymamy sie zasady by nie imitowac w domu szkoly wiec, jesli chodzi o te czesc naszego zycia, staramy sie nie popadac w rutyne.
Z drugiej strony, przy takiej grupce iroznorodnosci potrzeb, jakis plan dzialania jest jednak niezbedny...
I takowy sam sie wyklarowal a nastepnie zostal utrwalony na pismie ;)
Najpierw na potrzeby babci, ktora z dziecmi zostawala na okres porodu.
Choc to jednak `wersja wakacyjna` wiec tylko szkielet dotyczacy podstawowych spraw a omijajaca typowo szkolne (acz uwazam, ze jedno nie wyklucza drugiego a zazebia to sie ciagle).
Teraz ulatwia mi `sterowac` wszystkim, zwlaszcza rano, gdy, jak kiedys wspominalam, nie musze juz
przypominac o podstawach bo, jesli nie pamietaja, to wisi na scianie i mozna doczytac.
Dzieci tez wiedza mniej wiecej czego sie spodziewac i sa juz w takim wieku, ze przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc sa bardziej wymierne, namacalne dla nich.
Swoja droga zawsze fascynowal mnie ten etap gdy pojawia sie zainteresowanie zegarkiem czy kalendarzem
Reszta tak naprawde zalezy od dnia, poza tym wyskakuja rozne ponadplanowe sprawy.
Co z reszta mi znowu na reke bo postawilismy sobie za cel by dzieciom wpoic elastyczosc, ktora uwazam,
ze w zyciu sie bardzo przydaje ;) Oprocz umiejetnosci planowania oczywiscie, ale takiego z odrobina dystansu.
Normalny dzien wyglada mniej wiecej tak: Matt wychodzi wczesnie. My dosypiamy jeszcze. Ok 8-8.30 Archie wkrada sie do sypialni by zaklepac sobie miejsce obok Merlie-Pearlie ;)
Poniewaz kategorycznie zabraniam budzenia mlodszego rodzenstwa, ktore ok 7mej teraz ma pobudke na
karmienie i od 8mej mniej wiecej zaczyna aneks do snu nocnego to Archieno albo `spi` wiercac sie co chwile, wzdychajac glosno i znaczaco albo probuje mnie zagadywac upominajac co chwile:
mamusiu, ale ty nie patrzysz gdy mowie ( odpowiadam z zamknietymi oczami ;-P ), nie sluchasz co mowie...
Na dowod musze wtedy przytaczac cytaty z jego wywodow ;-P Czasem z odwiedzinami wyprzedzi go
Ollie(okazjonalnie nawet Lily), ale rzadko jej sie uda. Gdy ona przychodzi, powstaje zapotrzebowanie na miejsce z drugiej strony wiec czas na moja toalete poranna, ubranie sie itd. W miedzyczasie wstaje reszta i sie toaletuje, ubiera, wylewnie wita z Merliniastym, opowiada co sie we snie wydarzylo....
Ja ide wyjac poczte ze skrzynki, przewijam i przebieram M. Z gadatliwa asysta najczesciej.
Ogarniamy dom czyli lozka, sypialnie, lazienka, ktora po rannym uzyciu wyglada jak po tornado, szybkie
odkurzanie. Psy sie wietrza. Karmienie i dogladanie zwierzynca. Kazdy swoich podopiecznych.
Sniadanie razem. Ogarnianie kuchni po sniadaniu. Czas na moja kawe. Karmienie przewaznie gdzies po
drodze. Czasem uda mi sie sprawdzic poczte ;-P
Pozniej jest blok edukacyjny na BBC2 wiec zwykle ogladamy razem jesli cos godnego uwagi i rozmawiamy, cwiczymy po i takie tam. Czasem temat sie rozwinie w nieprzewidzianym
kierunku wiec dluzej. Czasem short and sweet. Albo starszaki przygotowuja zadane poprzedniego dnia
projekty, ktore Matt im wynotowal na tablicy, pisza swoje wypracowania-opowiadania
Mlodszaki niekoniecznie ale tez zwykle chca sladem starszych wiec przygotowuja na miare swoich mozliwosci. Ollie calkiem niezle to wychodzi. Szczegolnie wymyslanie historyjek.
Przy projektach starsze sa samodzielne zwykle, mlodz wymaga wiecej pomocy wiec im pomagam.
Innym razem mlodsze dzieci ida sie bawic.
Ten kawalek porannej `rutyny` pomyslany glownie zmysla o mojej malej uzytecznosci wiec nastawiony
bardziej na prace indywidualna. Z drugiej strony to dobre rozwiazanie i pozostaniemy raczej przy nim,
zwazywszy na fakt, ze mozg jest najbardziej aktywny miedzy godz 10 a 13 ponoc.
Ja jestem do dyspozycji i moga przyjsc w kazdej chwili z jakims problemem.
Starsze dziewczynki sa juz bardzo niezalezne. Potrafia korzystac ze slownikow, z komputera, szukac w
spisach tresci, w atlasach. Czesciej przychodza zeby sie czyms pochwalic czy pofilozofowac niz po pomoc. Ollie, gdy sie zaprze z pisaniem, potrafi co drugie slowko przychodzic:) i w ten sposob ze 3 strony natworzyc.
Lily woli pracowac sama, nawet jesli pozniej trudno zgadnac co autor mial na mysli ;)- ale to jej sposob na pisanie i widze duzy postep.
Archie od czasu do czasu potrzebuje inspiracji ....do zabaw :) by w miedzyczasie za duzego zamieszania nie robic. Czasem kompana gdy Ollie wpadnie w wir pracy tworczej ;)
Czas na przewietrzenie mozgow po mysleniu
Matt wraca na lunch i wtedy cos nieskomplikowanego razem robimy bo do nieco wymyslniejszych wczynow kulinarnych beda warunki dopiero pozniej.
Nasz ulubiony lunch to takie a la wloskie: wielka deska na stol, noz, duzy wybor roznosci.
Albo cos na grillu na spontanicznie. I wrze jak w ulu. Mysle, ze nie jedna famiglia italiana bysmy zawstydzili halasem ;)
A jeszcze gdzies po drodze Matt jeszcze musi wysluchac `pracy domowej` :-PP, i relacji co sie dzialo
kiedy go nie bylo ;) majac przy tym wybor ktore wiesci, dobre czy zle, chce najpierw uslyszec ;-P Przewaznie pod drzwiami juz zostaje oblezony.
Pozniej wysylam go na drzemke wraz z najmlodsza latorosla za zwyczaj i obaj sobie nadrabiaja zaleglosci w tym temacie dzieki czemu poznym popoludniem i wieczorem sa mniej marudni ;)
My w tym czasie mamy, juz_nie_wybitnie_babskie bo Archieno nam doszedl, wczesne popoludnie do zagospodarowania.
Nastepnie Matthew wstaje po ok 2 h i przejmuje ode mnie dziatwe a ja mam mala przerwe na doladowanie baterii.
Bywa tez, ze gdzies wychodzimy akurat i wtedy wszystko sie przetasowuje,, acz to juz nie jest tzw typowy dzien. Podwieczorek i przewaznie towarzystwo idzie sie wybiegac z tata, na spacer, do ogrodu wyszalec, pomajsterkowac czy co tam jeszcze wymysla. W lecie czy przy ladnej pogodzie spedzaja nieporownywalnie wiecej czasu na zewnatrz i w ruchu ale wtedy tez i czesc zycia mozna przeniesc do ogrodu. Ja w tym czasie mam wolne rece (bo Merlin tez sie dotlenia) i moge cos przygotowac na kolacje i bywa, ze nastepny dzien gdy sie juz rozpedze bardziej
Ostatnimi czasy w sumie jest zamiennie czyli najpierw po Matt`owej drzemce wszyscy wybywaja, a pozniej, po podwieczorku, gdy ciemno, cos robia w domu.
Kolacja. Po kolacji znowu trzeba pozbierac to i owo po domu i troche ladu zaprowadzic by nie zginac ;)
I jeszcze nie cisza nocna ale juz spokojniej. Jakies wspolne gry, rozmowy, ogladamy film albo ok 20tej
zwykle sa ciekawe programy przyrodnicze..czy cos wczesniej nagranego jest do obejrzenia i warto.
Pozniej toaleta, buziaki, bajka na dobranoc (teraz juz co wieczor ktos inny wymysla i opowiada)
I czas na czytanie albo `czytanie`....starszaki czytaja mlodszym, spi kto chce spac, mysli kto chce myslec....ale ogolnie wyciszenie by sobie nawzajem nie przeszkadzac.
Nie mamy bardzo scisle wyznaczonego czasu `marsz do lozek i spanie na komende. Po trosze z uwagi na zroznicowanie wiekowe...a poza tym dzieci nie musza zrywac sie rano o okreslonej porze wiec nie widzimy sensu by sie tym stresowac. Mlodsze dzieci zasypiaja wczesniej. Ok 21wszej zwykle. Starsze
dziewczynki do polnocy najdluzej raz wytrzymaly gdy sie zaczytaly, ale
zwykle czytaja sobie do 22.30-23, albo rozmawiaja, sluchaja czegos.
My mamy wtedy czas dla nas i na dokonczenie calodziennej krzataniny.
Bardzo lubie te wspolne, ciche wieczory gdy juz dzieci w lozkach a nam zostaje ten margines prywatnosci do dyspozycji. A pozniej nie moge sie doczekac poranka, by znowu te wesole mordki zobaczyc :)