~*  Przedswiateczna krzatanina  *~

Zima nie tak piekna u nas jak ja maluja. Niestety i stety. Niestety-wiadomo. A stety bo przynajmniej
         Matt ma bezpieczniejsza droge do pracy i mniej sie trzese o niego gdy wyjezdza i wraca.
              Ale na obrazku mozna popodziwiac i wyobrazic sobie te zaspy sniegu-czemu nie? ;)

Jestem juz troche na biezaco z moimi zapiskami choc przedswiateczna bieganina niestety mi sie udziela.
Wiem, ze inaczej sobie to w tym roku obmyslilam i mialam wszystkie prezenty kupic. Jednak tak jakos mi juz niezrecznie z tymi gotowcami....wybralam wiec opcje posrednia i wymyslilam kosze z roznosciami.
Roznosci w wiekszosci zakupione. Rarytasy domowej roboty (ale nie mojej hehe) ze sklepu wiejskiego, zaprezentowane w wiklinowych koszach i spowite w celofan i raffie ;-P. Celofan-towar jakby deficytowy ale znalazlam ciekawy na e-bay`u
Dla przyszlych rodzicow kosz w wersji `new parents survival kit`z herbatka uspokajajaca dla przyszlego taty, solami kapielowymi dla rodzicielki i kilkoma innymi niezbednikami - wszystko opatrzone stosowna etykietka traktujaca o przeznaczeniu i sposobie zastosowania.
Skonczylam tez szczesliwie kalendarz dla babci. Wyszedl chyba nawet, nawet, ze tak sie nieskromnie pochwale. Album i pierniczki do obdzielenia kogo popadnie. W tym roku nie ozdabiane zbyt mocno.
Pozostaly tylko choinkowe do upieczenia i chatka z piernika, ale do tego wyprobuje inny przepis
                       Matt podjal sie zrobienia czekoladek tegorocznych wiec to mi odpada.
  Kartki skonczone i wyslane. Paczka do Polski tez poszla w koncu - w ciezkich bolach ale sie udalo!!
                                 Powoli chyba wychodze na prosta z tymi przygotowaniami.
     Choc wole nie wspominac o jaselkach, sprzataniu i zakupach, ktore musze jeszcze zamowic.

Zamowilam w koncu. Zmobilizowala mnie informacja, ze tesco koncza sie przedswiateczne terminy dostaw! I gdy pomyslalam, ze mialabym jechac i biegac z wozkiem miedzy regalami.....na szczescie udalo sie jeszcze zaklepac dostawe na 20go.

Wybralismy sie po choinke. Prawdziwa w tym roku. Sztuczna robi za rezerwowa w pokoju telewizyjnym
i dzieci ja ubraly wczesniej by sie dluzej nacieszyc. Zywa bedzie w salonie w oknie i moze uda sie ja po swietach przesadzic do ogrodu. Taka rustykalna w tym roku bedzie. `Jadalna` bardzo ;)
       Powoli robi sie coraz bardziej swiatecznie. Wczesniej w tym roku uwinelismy sie z zakupami, pakowaniem prezentow tez wlasciwie. Pozostalo tylko odebrac indyka i mieso zamowione u rzeznika we wsi.  Nawet kostiumy do jaselek poszylam a Matt przygotowal scenariusz i zaczely sie proby. Na 2 dni przed, ale zawsze ;)  Nie mam tylko pomyslu na menu dla gosci. Oprocz sernikow i murzynka nic jeszcze nie gotowe. Po glowie mi chodz jakies koreczki i kanapki z lososiem i swiezym ogorkiem.
      Zeby bylo malo skomplikowanie, `kanapke w lapke`, niezobowiazujaco i troche swiatecznie.
               Na szczescie nikt sie nie zaczal smarkac na swieta czego sie troche obawialam.


~**Zimowe wspominki**~
                                                        ~*  Swieta, swieta...  *~
No i przyszly. Dzieci, jak zwykle, podekscytowane ogromnie. Przezylismy jakos Wigilie choc bylo troche
biegania na ostatnia chwile. Matthew na szczescie mial dzien wolny wiec latwiej nam bylo wszystko
     przygotowac zanim goscie sciagneli. Jeszcze ostatnia proba na szybko. W sumie byly 3 i, jak na 3, to
  przedstawienie wyjatkowo gladko poszlo. Nikt nie zapomnial swojego tekstu.  Nawet baranek sie zachowal
pomimo moich obaw. Maryja tez sie przemogla i wystapila pomimo zajscia na ostatniej probie gdy to rozbawila nas do bolu realistycznie wypowiedzianym: `Gdziekolwiek Jozefie! Czuje, ze dziecko sie zaraz urodzi.` Obrazila sie na nas za to, ze bezlitosnie turlalismy sie przez pol godziny ze smiechu.
Poza jedna wpadko gdy to zagapilam sie na scene i zapomnialam przebrac Aniola za Medrcow trzech w jednej osobie...i poza malo dopracowana dekoracja ( w przyszlym roku bedzie lepiej ;) ) to chyba calkiem,calkiem bylo. Choreografia raczej nie szwankowala, chor tez sie spisal , ze nie trzeba bylo zgadywac co spiewa. Zasilony odpowiednio publika. Byly bisy. Goscie w kazdym razie nie przysypiali a wrecz zywo angazowali sie w przedstawienie - taki teatr w teatrze wrecz byl.
                    Kantor jakby czy inny Wyspianski ;-) Eksperymentalny mocno i interaktywny. ;-P









                                                    Pozniej otwieranie czesci prezentow.
        Reszta zostala na swiateczny poranek, plus te `podrzucone przez Mikolaja`. Bardzo milo i rodzinnie.
Co nie zmienia faktu, ze po wyjsciu gosci odsapnelam wreszcie i zaczelo sie prawdziwe swietowanie dla nas. ;)   Bo jednak w obecnosci kilku osob z zewnatrz, caly dom staje nagle na glowie i wszystko zaczyna sie toczyc  w szalonym tempie. Nie w moim tempie ;)  Jakbym nie lubila mojej tesciowej i szwagierki, to jednak nie ma lekko. Ogarnelismy dom, przygotowalam pare rzeczy na swiateczny obiad i reszte wieczoru spedzilismy sobie
    w relaksujacej atmosferze, odstresowujac sie po wizycie i chaosie. Jako tej matce-kwoce histerycznej,
  spokoj zaklocala mi tylko mysl czy tez piskaki zlapaly ten paskudny katar od cioci i nam sie masowo rozloza
  a my razem z nimi. Czy moze jednak jakims cudem sie uchowaja po tych bliskich spotkaniach. Cud sie zdazyl na szczescie i martwilam sie niepotrzebnie. Reszte swiat spedzilismy zdrowo i szczesliwie. Dzieci sie z czasem   wyciszyly po emocjach zwiazanych z goscmi i prezentami ( te je zajely z reszta przez dobrych  pare godzin)
    i nawet wczesniej wybraly do lozek by jak najszybciej im ta noc uplynela ;) i poranek migiem zaswital.













                            ~*  Odslona druga czyli Merry Christmas  *~
       czyli swieta po angielsku. Jak zwykle, pierwszy dzien swiat obchodzilismy na styl tubylczy czyli
    z tradycyjnym obiadem. Chyba nawet poraz pierwszy udalo nam sie zasiasc do stolu zanim sie sciemnilo.
Indor wyszedl wysmienity. Przypiekl sie pieknie. Sos zurawinowy rowniez. Pieczone ziemniaczki mniam


                                               Polenilismy sie do woli ogladajac stare filmy.
       Jakos w tym wieku lenistwo czlowiekowi nie wadzi. Dzieci tez na szczescie nie narzekaly na nude.
                             Zajete prezentami i zabawa. Z reszta one nigdy sie nie nudza razem.
                 Wciagnely nas w malowanie mordek nowymi farbkami Snazoor`a (tez od Mikolaja).
      I byla wielka gala wieczorowa. Ja malowalam, tatus kompletowal przebrania. Smieszne i straszne.
                              Wilk i zajac, czarownica, pawian i inne stwory slodkie i paskudne.


                     W miedzyczasie swietowalismy urodziny Matthew. Pozniej pare dni wolnych.
      Bardzo pozadanych po przedswiatecznej bieganinie. I Nowy Rok znowu rodzinny. Nasz. Relaksujacy.                              Spedzony na dlugich rozmowach, grach, spacerze. Bez pospiechu i przytulnie.







                                                   ~*  Pierwszy snieg  *~


  Spadl wreszcie. Po calkiem regularnej wiosnie przyszla lagodna zima. Z mrozem i odrobina  sniegu.
  Na sanki i balwana za malo (przynajmniej u nas na pdn-wsch.) ale zawsze dla klimatu....i dla radosci     dzieci. Kilka dni tego `dobrego` i wlasciwie dobrze, ze sie skonczylo. Jak to ktos powiedzial, snieg   jest piekny na obrazku i w gorach na nartach tez go sie docenia...ale tak na codzien...byle z umiarem.              O, jeszcze gdy sie siedzi przy kominku z kubkiem goracej czekolady to jak najbardziej.
                                                      podpisano: Piecuch ;-P


        Po sniegu przyszla wiosna i juz sie przymierzalam do wylaczenia ogrzewania, ale w obawie,
                     ze cos sie jeszcze odwroci, zostawilam jak jest tylko przykrecajac troche.
            I na szczescie bo po paru dniach ocieplenia, znowu sie zimno zrobilo. Juz bez sniegu,
                                  tylko z gradobiciem, deszczem i mrozem na przemian.
                    Ciekawe co kolejne tygodnie pogodowo przyniosa. Juz prosze o wiosne.







                                                  ~*  Postanowienia noworoczne  *~

        Wydumalismy sobie, ze w tym roku porzadnie zabiezemy sie do spraw roznych ekologicznych
                 czyli segregowania smieci dokladniej, oszczednosci energii i wody i podobnych .
         Kompostownik, beczka do zbierania deszczowki, pojemniki na szklo, puszki, plastik i papier.
                                 Czeka nas pewnie wymiana okien w lecie i uszczelniania domu.
  Bardziej energooszczedna pralka i suszarka, ktora nie kolacze sie przez cala noc a kilkadziesiat minut
   i po bolu. Po dlugotrwalym rozeznaniu, w koncy zdecydowalismy sie zamowic Miele i naprawde jestem
  bardzo zadowolona choc wydatek niemaly. Ale tez zwazywszy na solidnosc wykonania, miejmy nadzieje,                                        ze posluza nam dluzej przy naszym przerobie pralniczym.


  Wiekszosc zakupow juz i tak robimy lokalnie, co sie nadaje do uzytku, a jest niepotrzebne, oglaszamy
na freecycle. Krok po kroku...traktujemy to tez jako najlepsza lekcje dla dzieci by sie nauczyly dbac o to
     srodowisko i nie traktowac go jak wysypisko smieci. By nie wyrosly na ekologicznych pasozytow.
             Bez naszego przykladu ta nauka nie ma sensu. Ksztaltowanie nawykow nie jest latwe.
                                                   Zwlaszcza gdy sie pozno zaczyna.
  Jednak z wlasnego doswiadczenia wiem, ze czym skorupka... do dzis mi pozostal szacunek do jedzenia
                     i wiele innych nauk z dziecinstwa. Wierze, ze dzieci tez tym przesiakna.
                   Przy naszej rodzinie to ekologiczne podejscie nie nalezy do najprostszych.
             Juz tyle razy poddawalam sie, w pospiechu wyrzucajac wszystko do jednego kosza.
        Z braku odpowiednich pojemnikow. Wazna w tym wszystkim jest organizacja i wspomagacze.
   Stad potrzeba przeorganizowania pralni i garazu i ustawic tam odpowiednie pojemniki do segregacji.
    Nie da rady bawic sie w prowizorke, reklamowki, pudelka o ktorych zawartosci pozniej zapominamy                                                             wystawiajac smieci do odbioru.
                                  System jeszcze nie jest doskonaly, ale dziala sprawniej.




                                                  ~* Kot marnotrawny wrocil *~

Niespodziewanie o swicie w polowie stycznia. Nedza zniknela nagle w grudniu jeszcze przed swietami. Wylazla przez kocia klape w drzwiach noca i nie wrocila rano. Dzieci sie martwily. Juz myslelismy wszyscy, ze na dobre przepadla. Ktos ja sobie udomowil bo calkiem milusi z niej futrzak albo ten gorszy scenariusz. Ale jeszcze liczylismy, ze wroci albo sie znajdzie. Zwlaszcza, ze ma czipa.
Wszyscy po kolei mieli sny, ze wrocila. Ja co druga noc jakies omamy, ze mialczenie slysze, ale tlumaczylam sobie, ze to jej niesmiala siostrzyca-wstawalam, karmilam siostrzyce  myslac, ze glodna...
Az pare dni temu M wychodzil do pracy wiec sie obudzilam..i slysze mialki za oknem. Wyskakuje z lozka i wygladam przez okno...no stoi nedza i mialczy!! Nie udalo mi sie otworzyc..biegne do drugiego....zniknela :(. Do drzwi bo nagle tam slysze mialki...jest chudzina...skora a kosc...a taki byl z niej kiedys pulpet.
Najwyrazniej wloczyla sie tak przez ponad miesiac. Wyszla przez te klape i moze pozniej probowala wejsc, ale psy ja skutecznie zniechecaly.  Taka mi jest wdzieczna za wpuszczenie, ze chodzi za mna krok w krok jak przyslowiowy pies.
                                                            Alez byla radosc rano!!! :))
                                                  ~*  O dzieciach rzecz  *~

Birdwatcher & Daddy
-tatus, co to za ptaszek? Taki w krooooooooopki i wokol szyi ma czaaaaaarne...i dziob!
-Traszka???

Pomyslodawca
O wiem! Mam pomysl! To jest bardzo dobry pomysl!


Super-nianiek
Ogladamy wspolnie Supernanny.
Na ekranie 4latek dokucza bratu, wpada w histerie, wierzga nogami, marudzi przy jedzeniu..
No niegrzeczny jest bardzo..
Archie kazdy wyskok opatruje komentarzem:
-O! Niegrzecznie tak bic brata. Idziesz sobie przemyslec swoje zachowanie. Przepros i daj mu buzi.

i reakcje rodzicow analizuje:
-Nie zeszla do poziomu wzroku!
-On sie znowu bawi jedzeniem a oni mu na to pozwalaja!



                                                  ~* Big Brother w naszym domu  *~
                                                Czyli nasz dzien powszedni

Zapytal mnie ktos jak taki dzien wyglada przy naszej bandzie, home ed itd. Po ubraniu codziennosci w slowa pomyslalam, ze umieszcze opis tutaj tak ku pamieci i jako ciekawostke folklorystyczna ;)
Musze przyznac, ze nigdy wczesniej nie ustalalismy jakiegos scislego rozkladu dnia, ale, gdy sie tak zastanowic, to wlasciwie on sie sam nam wyklarowal
Owszem, mialam zrywy by to zrobic, ale ogolnie trzymamy sie zasady by nie imitowac w domu szkoly wiec, jesli chodzi o te czesc naszego zycia, staramy sie nie popadac w rutyne.
Z drugiej strony, przy takiej grupce iroznorodnosci potrzeb, jakis plan dzialania jest jednak niezbedny...
I takowy sam sie wyklarowal a nastepnie zostal utrwalony na pismie ;)
Najpierw na potrzeby babci, ktora z dziecmi zostawala na okres porodu.
Choc to jednak `wersja  wakacyjna`  wiec tylko szkielet dotyczacy podstawowych spraw a omijajaca typowo szkolne (acz uwazam, ze jedno nie wyklucza drugiego a zazebia to sie ciagle).

Teraz ulatwia mi `sterowac` wszystkim, zwlaszcza  rano, gdy, jak kiedys wspominalam, nie musze juz
przypominac o podstawach bo, jesli nie pamietaja, to wisi na scianie i mozna doczytac.
Dzieci tez wiedza mniej wiecej czego sie spodziewac i sa juz w takim wieku, ze przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc sa bardziej wymierne, namacalne dla nich.
Swoja droga zawsze fascynowal mnie ten etap gdy pojawia sie zainteresowanie zegarkiem czy kalendarzem

Reszta tak naprawde zalezy od dnia, poza tym wyskakuja rozne ponadplanowe sprawy.
Co z reszta mi znowu na reke bo postawilismy sobie za cel by dzieciom wpoic elastyczosc, ktora uwazam,
ze w zyciu sie bardzo przydaje ;) Oprocz umiejetnosci planowania oczywiscie, ale takiego z odrobina dystansu.

Normalny dzien wyglada mniej wiecej tak: Matt wychodzi wczesnie. My dosypiamy jeszcze. Ok 8-8.30 Archie wkrada sie do sypialni by zaklepac sobie miejsce obok Merlie-Pearlie ;)
Poniewaz kategorycznie zabraniam budzenia  mlodszego rodzenstwa, ktore ok 7mej teraz ma pobudke na
karmienie i od 8mej mniej wiecej zaczyna aneks do  snu nocnego to Archieno albo `spi` wiercac sie co chwile, wzdychajac glosno i znaczaco albo  probuje mnie zagadywac upominajac  co chwile:
mamusiu, ale ty nie patrzysz gdy mowie ( odpowiadam z zamknietymi oczami ;-P ), nie sluchasz co mowie...
Na dowod musze wtedy przytaczac cytaty z jego wywodow ;-P Czasem z odwiedzinami wyprzedzi go
Ollie(okazjonalnie nawet Lily), ale rzadko jej sie uda. Gdy ona przychodzi, powstaje zapotrzebowanie na miejsce z drugiej strony wiec czas na moja toalete poranna, ubranie sie itd. W miedzyczasie wstaje reszta i sie toaletuje, ubiera, wylewnie wita z Merliniastym, opowiada co sie we snie wydarzylo....
Ja ide wyjac poczte ze skrzynki, przewijam i przebieram M. Z gadatliwa asysta najczesciej.
Ogarniamy dom czyli lozka, sypialnie, lazienka, ktora po rannym uzyciu wyglada jak po tornado, szybkie
odkurzanie. Psy sie wietrza. Karmienie i dogladanie zwierzynca. Kazdy swoich podopiecznych.
Sniadanie razem. Ogarnianie kuchni po sniadaniu. Czas na moja kawe. Karmienie przewaznie gdzies po
drodze. Czasem uda mi sie sprawdzic poczte ;-P

Pozniej jest blok edukacyjny na BBC2 wiec zwykle ogladamy razem jesli cos godnego uwagi i rozmawiamy, cwiczymy po i takie tam. Czasem temat sie rozwinie w nieprzewidzianym
kierunku wiec dluzej. Czasem short and sweet. Albo starszaki przygotowuja zadane poprzedniego dnia
projekty, ktore Matt im wynotowal  na tablicy,  pisza swoje wypracowania-opowiadania
Mlodszaki niekoniecznie ale tez zwykle chca sladem  starszych wiec przygotowuja na miare swoich mozliwosci. Ollie calkiem niezle to wychodzi. Szczegolnie wymyslanie historyjek.
Przy projektach starsze sa samodzielne zwykle, mlodz wymaga wiecej pomocy wiec im pomagam.
Innym razem mlodsze dzieci ida sie bawic.
Ten kawalek porannej `rutyny`  pomyslany glownie zmysla o mojej malej uzytecznosci  wiec nastawiony
bardziej na prace indywidualna. Z drugiej strony to dobre rozwiazanie i pozostaniemy raczej przy nim,
zwazywszy na fakt, ze mozg jest najbardziej aktywny miedzy godz 10 a 13 ponoc.
Ja jestem do dyspozycji i moga przyjsc w kazdej chwili z jakims problemem.
Starsze dziewczynki sa juz bardzo niezalezne. Potrafia korzystac ze slownikow, z komputera, szukac w
spisach tresci, w atlasach. Czesciej przychodza zeby sie czyms pochwalic czy pofilozofowac niz po pomoc. Ollie, gdy sie zaprze z pisaniem, potrafi co drugie slowko przychodzic:) i w ten sposob ze 3 strony natworzyc.
Lily woli pracowac sama, nawet jesli pozniej trudno zgadnac co autor mial na mysli ;)- ale to jej sposob na pisanie i widze duzy postep.
Archie od czasu do czasu potrzebuje inspiracji ....do zabaw  :) by w miedzyczasie za duzego zamieszania nie robic. Czasem kompana gdy Ollie wpadnie w wir pracy tworczej ;)
Czas na przewietrzenie mozgow po mysleniu
Matt wraca na lunch i wtedy cos nieskomplikowanego razem robimy bo do nieco wymyslniejszych wczynow kulinarnych beda warunki dopiero pozniej.
Nasz ulubiony lunch to takie a la wloskie: wielka deska na stol, noz, duzy wybor roznosci.
Albo cos na grillu na spontanicznie. I wrze jak w ulu. Mysle, ze  nie jedna famiglia italiana  bysmy zawstydzili halasem ;)
A jeszcze gdzies po drodze Matt jeszcze musi wysluchac `pracy domowej` :-PP, i relacji co sie dzialo
kiedy go nie bylo ;) majac przy tym wybor ktore wiesci, dobre czy zle, chce najpierw uslyszec ;-P Przewaznie pod drzwiami juz zostaje oblezony.
Pozniej wysylam go na drzemke wraz z najmlodsza latorosla za zwyczaj i obaj sobie nadrabiaja zaleglosci w tym temacie dzieki czemu poznym popoludniem i wieczorem sa mniej marudni ;)
My w tym czasie mamy, juz_nie_wybitnie_babskie bo Archieno nam doszedl, wczesne popoludnie do zagospodarowania.
Nastepnie Matthew wstaje po ok 2 h i przejmuje ode mnie dziatwe a  ja mam mala przerwe na doladowanie baterii.
Bywa tez, ze gdzies wychodzimy akurat i wtedy wszystko sie przetasowuje,, acz to juz nie jest tzw typowy dzien. Podwieczorek i przewaznie towarzystwo idzie sie wybiegac z tata, na spacer, do ogrodu wyszalec, pomajsterkowac czy co tam jeszcze wymysla. W lecie czy przy ladnej pogodzie spedzaja nieporownywalnie wiecej czasu na zewnatrz i w ruchu ale wtedy tez i czesc zycia mozna przeniesc do ogrodu. Ja w tym czasie mam wolne rece (bo Merlin tez sie dotlenia) i moge cos przygotowac na kolacje i bywa, ze nastepny dzien gdy sie juz rozpedze bardziej
Ostatnimi czasy w sumie jest zamiennie czyli najpierw po Matt`owej drzemce wszyscy wybywaja, a pozniej, po podwieczorku, gdy ciemno, cos robia w domu.
Kolacja. Po kolacji znowu trzeba pozbierac to i owo po domu i troche ladu zaprowadzic by nie zginac ;)
I jeszcze nie cisza nocna ale juz spokojniej. Jakies wspolne gry, rozmowy, ogladamy film  albo ok 20tej
zwykle sa ciekawe programy przyrodnicze..czy cos wczesniej nagranego jest do obejrzenia i warto.
Pozniej toaleta, buziaki, bajka na dobranoc (teraz juz co wieczor ktos inny wymysla i opowiada)
I czas na  czytanie albo `czytanie`....starszaki czytaja mlodszym, spi kto chce spac, mysli kto chce myslec....ale ogolnie wyciszenie by sobie nawzajem nie przeszkadzac.
Nie mamy bardzo scisle wyznaczonego czasu `marsz do lozek i spanie na komende. Po trosze z uwagi na zroznicowanie wiekowe...a poza tym dzieci nie musza zrywac sie rano o okreslonej porze wiec nie widzimy sensu by sie tym stresowac. Mlodsze dzieci zasypiaja wczesniej. Ok 21wszej zwykle. Starsze
dziewczynki do polnocy najdluzej raz wytrzymaly gdy sie zaczytaly, ale
zwykle czytaja sobie do 22.30-23, albo  rozmawiaja, sluchaja czegos.
My mamy wtedy czas dla nas i na dokonczenie calodziennej krzataniny.
Bardzo lubie te wspolne, ciche wieczory gdy juz dzieci w lozkach a nam zostaje ten margines prywatnosci do dyspozycji. A pozniej nie moge sie doczekac poranka, by znowu te wesole mordki zobaczyc :)

                                                         ~* Ciagle pada *~
siapi juz od pary dni...Merlin nawet 10 minut dzis na zewnatrz nie byl bo go
wzielam to sie rozpadalo.  A taka wiosenka byla. Wylazla mi nawet w ogrodku w postaci krokusow.
Swoja droga myslalam, ze je w zeszlym roku wszystkie przesadzilam w jedno miejsce a tu sie pokazuja w roznych zakatkach ogrodu.
Deszcze w sumie sie przyda bo, o ironio, nadal mamy zakaz uzywania weza i busa trzeba myc z wiaderkiem :-] Zima w `krainie deszczowcow` a tu deficyt wody ;)
Dziatwa tworzy projekt gloriowego domu marzen, debatujac czy bedzie on w guscie przyszlego malzonka przyszlej wlascicielki (na co ona z nadzieja w glosie`
I hope he will be a country man`), Matt skonczyl latac z w/w wiaderkiem bo zaczal przed deszczem a teraz przynajmniej plukac nie musi ;).
Merliniak z wiekszym dzis entuzjazmem poprobowal nowosci, popil mlekiem i spi, a ja kisne przed
kompem i wypisuje glupoty :->

                                           ~* Remanent *~

Dzis Matthew mial wolne wiec  korzystajac z okazji,  zabralam sie za przeglad  rzeczy po Merlinie ktore juz mam co prawda poodkladane ale jest  tego tyle, ze musze cos w koncu postanowic. Pozbyc sie przynajmniej czesci wystawiajac na e-bay`u. Wlasnie poprasowalam, poskladalam i dzien sie skonczyl ;)
                  Za kartony z dziewczecymi nawet nie zerknelam choc mialam taki ambitny plan.
W miedzyczasie Archie mi sumiennie dotrzymywal towarzystwa zagadujac, pytajac, wyciagajac rozne rzeczy z roznych miejsc...az w koncu moja cierpliwosc jakby zostala nadszarpnieta wiec pytam: Archie, dlaczego nie pojdziesz do tatusia (ktory wraz z reszta ogladal w tym czasie Domek na Prerii`)
I co uslyszalam? Ano to:
Przeciez ja musze Ci p*o*m*o*c.
M*u*s*z*e ci pomoc.
Ty mi jesc dajesz no to musze ci pomoc
Ano zywie ;) Powinnam jeszcze dodac, ze jego ulubione zajecie to rowniez pomaganie mi w kuchni ;-P
I tekst: Mamusiu, jakie ty pyszne rzeczy robisz. Naprawde swietnie gotujesz ;-P




                                    ~*  Sprawy rozne  *~
Akurat na ten przedwiosenny okres wypadaja.  MOT busa, pare napraw odkladanych `do wiosny`, ubezpieczenie (chcielismy poszukac innej formy z lepsza oferta), tax i inne sprawy.
Przymierzam sie tez do odnowienia lazienki dzieci. Kafelki tam sa paskudne ale nie bedziemy ich zrywac, chce natomiast pomalowac je na jakis morski kolor. Narazie gromadze co trzeba i czekam na odpowiednia chwile.
Musze tez zmienic posciel dzieciom. Niestety to co nam sie podobalo, maja w niewielkich ilosciach. Nie tyle, ile potrzebuje na uszycie 5 kompletow. Obiecali zamowic i oddzwonic. W miedzyczasie juz prawie zamowilam w necie, ale w ostatniej chwili zdecydowalam sie poczekac na odpowiedz ze sklepu.
Za to kupilysmy material na sukienke Glorii i uszylam taka jaka chciala. Na urodziny. Pelnia szczescia.
Nie sadzilam, ze bedzie miala tyle radosci z domowej roboty kiecki ;)






                                      ~*  Urodzinowo-marcowo *~
...i refleksyjnie czyli 9 lat minelo. 9 lat mojego macierzynstwa. Pewnej pieknej niedzieli... byl akurat Dzien Matki...Zawsze w rocznice tego wydarzenia zastanawiam sie jaka jestem matka. Na pewno nie idealna...ale mam nadzieje, ze oboje, jako rodzice, pozostaniemy w tych cieplejszych wspomnieniach naszych dzieci... ze wychowamy ich na szczesliwych, dobrych ludzi. Umiejacych oddzielic dobro od zla, zyc madrze... podejmowac madre decyzje...
                             A nasza 9latka....taka juz dojrzala jest w swoich przemysleniach...
                                      a jednoczesnie takie z niej jeszcze urocze dziecko. 
Urodziny swietowalismy w naszym `malym`, najblizszym gronie. Jak zwykle, kazdy z domownikow mial cos dla jubilatki. Poczynajac od usmiechu a konczac na wlasnorecznie zrobionych prezentach i laurkach. W ramach prezentu wybieramy sie tez do parku safari ale odlozylismy to na po swietach, gdy byc moze pogoda bedzie bardziej sprzyjala i wiecej zwierzat na widoku.


                                      ~* Merlinowe postepy *~
Dawno juz nie pisalam co slychac u najmlodszego oseska wiec nadrabiam poczynajac od lutego...
Poki co, zdrow jak rydz i rozesmiany, rozgadany, rozwojwojowy rozbojnik. Bezzebny narazie choc w porywach z ryjka sie leje na potege.
Pokarmow w sumie jeszcze nie wprowadzalismy,  OK, poza odrobina czystej kaszki ryzowej,
ktora nawet smakowala. Postanowilismy jednak czekac do 6tej miesiecznicy, ktora wypada w Walentynki 
Dalej na piersi, ktore dotad wystarczalo. Za pare dni zaczniemy powoli pewnie cos nowego dodawac..
Najpierw ten ryz i pozniej warzywa poczynajac od bardziej wytrawnych.
Ale Merliniasty zywo juz sie interesuje zawartoscia stolu i naszych talerzy i na inne sposoby daje nam znac, ze to pora najwyzsza cos na zab czy raczej na bezzebne dziaslo wrzucic.

Leniwiec tez z niego. Gramoli sie i podciaga kuperek, turla po podlodze, ale do raczkowania sie nie zabiera. W przeciwienstwie do starszego brata, ktory dla odmiany w wieku 4.5 miesiaca juz zasuwal po schodach i siedzial calkiem pewnie.
Giba sie przy siedzeniu ale tu z kolei uparty jest i rzutem przez biodro siada na pupie i siedzi dopoki nie straci rownowagi i nosem w podloge nie wylozy:P
Natomiast bardzo, bardzo rozmowny z niego chlopak. To trzeba mu przyznac. Pychol sie nie zamyka. Koniecznie musi wlaczyc sie do dyskusji i wyrazic swoje zdanie. 

                        A ciag dalszy na stronie merlinowej zeby bylo tam gdzie ma byc :)